czwartek, 30 października 2014
Następnego dnia byłam cała w skowronkach. Mama zachowywała się dziwnie, ale nie bardziej niż zawsze. No może troszkę... Ale nie przejęłam się tym, bo sądziłam, ze po prostu jest zawstydzona wczorajszą akcją. Wciągnęłam w siebie miskę płatków i chciałam już iść do lasu kiedy zatrzymał mnie głos Trudy.
- Kochanie?! Czy mogłabyś przyjść na moment? - krzyknęła z drugiej strony domu.
- Już lecę! - szybkim krokiem weszłam do sypialni mamy i zastałam ja malującą się przy toaletce. - Tak?
- Mogłabyś zrobić zakupy? Brakuje kilku rzeczy w domu, a ja lecę do pracy.
- Tej, która dostałaś od Davida? - spytałam z rozbawieniem w głosie na co mama się zarumieniła. Widząc to roześmiałam się na głos. Czegoś takiego nie widzi się codziennie więc postanowiłam posłużyć się tym i trochę pozawstydzać mamę. - No już spokojnie. Mogę iść, tylko przygotuj listę czy coś. Przy okazji wybiorę się do kilku sklepów z ciuchami, bo z dużej ilości powyrastałam. Przyda się coś nowego w szafie. - powiedziałam po czym uśmiechnęłam się.
- Dziękuje. - powiedziała nadal zarumieniona. Nagle w jej oczach ujrzałam bestialski błysk. - Czy Lee pójdzie z tobą? - a wiec to tak chciała grać. Sprytnie.
- Lee ma zajęty grafik. - odparłam ze spokojem, z którego byłam dumna. Mama dała mi listę i zbyła mnie słowami.
- To leć. Pa słońce.
- Pa mamo.
Weszłam do garażu i odpaliłam moja furgonetkę, którą Trudy ochrzciła imieniem Betty. Ruszyłam do centrum handlowego na obrzeżu miasta. Postanowiłam najpierw rozejrzeć się za ubraniami, a później produktami spożywczymi, aby nie musieć targać ze sobą do odzieżowego tylu toreb. Po półgodzinie byłam zrezygnowana, ponieważ nie znalazłam nic co przykułoby moja uwagę, ale wtedy coś właśnie to zrobiło. Raczej nie coś, a ktoś. Dużo ktosiów. Byli to chłopcy w moim wieku. Utworzyli koło, a w nim stały dwie osoby. Zamarłam kiedy zobaczyłam, ze tymi osobami są Lee i brunet z lasu. Kłócili się o coś i podejrzewałam, ze krąg niekoniecznie składa się z wiernych fanów Liama. Wtedy usłyszałam strzępek rozmowy głównych zaaferowanych.
- Jesteś żałosny Denis. Byłeś i będziesz. Stać cie nawet na to by skrzywdzić wpatrzoną w ciebie siedemnastolatkę! W dodatku siostrę twojego kumpla! Jesteś po prostu zerem! Ciesz się, ze cie nie zabiłem ty parszywy dupku! - głos Liama ociekał jadem, był coraz głośniejszy, a ostatnie zdanie prawie wykrzyczał. Mnie przeszedł dreszcz, ale brunet roześmiał się mu w twarz.
- Jestem żałosny mówisz? Ale to nie ja się chowałem za tą suką z lasu. To wariatka, odludek, a ty widząc ja rozkleiłeś się. Łee on skrzywdził moją siostrę! Łee ja miałem ja pilnować! - jego kumple ryknęli głupkowatym śmiechem, a ja nie wytrzymałam. Gorąca od furii, która mnie ogarnęła popchnęłam jakiegoś kolesia by dostać się do środka. Denis spojrzał na mnie w tym samym momencie kiedy moja pięść wylądowała na środku jego twarzy. Zatoczył się i upadł z hukiem na posadzkę. Wszyscy zebrani patrzyli na mnie ogłupiali. Nie byłam zła za to jak mnie nazwał. Co to, to nie. Wściekłam za to co mówił o Liamie. Z furią w oczach ponownie ruszyłam ku niemu chcąc wymierzyć sprawiedliwość lecz wtedy ktoś złapał mnie za ramiona. Wpatrując się w krew, która wartkimi strumieniami leciała z nosa Denisa zaczęłam się szarpać z osoba za moimi plecami. Zgromadzeni patrzyli na mnie ogłupiali, ale ja szukałam tylko Liama. Okazało się, ze to właśnie on mnie powstrzymywał przed kolejnym ciosem. Próbował wyciągnąć mnie poza krąg, ale ja nie zamierzałam się tak łatwo poddać. Nie po tym co słyszałam.
- Wariatka! Ludzie, ona jest walnięta! -krzyknął Denis, a ja z kolejna falą złości naplułam mu w twarz.
- Idziemy! -syknął mi do ucha Lee.
- Nigdzie nie idę! Nie dopóki nie skopię dupy temu padalcowi! - krzyknęłam nadal się wyrywając.
- Już pokazałaś co potrafisz, no chodź! - postanowiłam pójść z nim, ale zanim to zrobiłam nadepnęłam go. Nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji i mnie póścił. Wykorzystałam wolność i kopnęłam Denisa w krocze. Bardzo mocno. Chłopak syknął z bólu.
- Może teraz odechce ci się molestować nieletnich - powiedziałam nachylając się nad nim, a następnie odeszłam nabuzowana adrenaliną. Po jakimś czasie usłyszałam kroki i otoczyły mnie ramiona Liama.
- Jesteś niesamowita. - szepnął mi czule do ucha. Nagle całą złość gdzieś wcięło i pozostało tylko pożądanie. Jednym ruchem odwróciłam się w jego ramionach, przyciągając go do siebie za koszule i pocałowałam go. Nie poruszył się, a ja wystraszyłam się, ze popełniłam błąd robiąc to co zrobiłam. Strach wyparował, gdy Lee położył ręce na mojej talii i przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Chłopak zagłębił pocałunek, ale nie pozostałam mu dłużna. Moja ręka drażniła jego skórę na karku, a w momencie, w którym druga powędrowała pod jego koszule i zaczęła rysować spirale na jego twardym brzuchu. Jęknał z ustami przy moich wargach. Nie przerywając pocałunku zsunął dłonie na moje uda i podniósł mnie. Oplotłam nogami jego talię i westchnęłam z rozkoszy. Lee wykorzystał sytuacje i zaczął otwierać moje usta językiem. Najpierw delikatnie, pytająco, później bardziej natarczywie. Czułam jak topnieję pod jego dotykiem i marzyłam tylko o tym, by ta chwila trwała wiecznie, ale wtedy usłyszeliśmy głośne klaskanie i wiwaty. O cholera. Chyba zapomniałam, że nadal byliśmy w galerii... Odsunęłam się i oblizałam spierzchnięte usta. Chciałam zapaść się pod ziemie. Poczułam, ze purpurowieję i wtedy spojrzałam na Liama. Jego oczy błyszczały radośnie, a usta wykrzywiały się w bezczelnym uśmieszku. Roześmiał się widząc moja reakcje za co dostał sójkę w bok.
- A to za co?! - spytał roześmiany.
- Za dobrze całujesz. To powinno być zakazane. - odpowiedziałam zachrypniętym głosem. Obdarzył mnie uśmiechem, przez który przechodzące akurat nastolatki zaczęły chichotać. O dziwo poczułam zazdrość... Przecież mógł mieć każdą, prawda? A co jeśli jestem po prostu kolejna głupią laską na jego liście?
- Znowu myślisz na głos. - wyszeptał. - i na pewno nie jesteś tylko głupia laską. - skarcił mnie, a następnie pocałował w nos. Wzięłam go za rękę i powiedziałam
- Za karę, za używanie swoich wspaniałych zdolności pomożesz mi w zakupach. - Lee westchnął teatralne i splótł swoje palce z moimi.
- Ruszajmy więc. - powiedział z uśmiechem ciągnąc mnie przez tłum gapiów, którzy wciąż pogwizdywali. Tym razem miałam to gdzieś. Z Liamem przy boku czułam, ze mogłam przenosić góry. Właściwie to po wyjściu z centrum handlowego nieśliśmy góry. Góry zakupów.
______________________________________________________________________________
Miłej nocy wszystkim ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz